Jerzy Markowski
MOIM ZDANIEM
”
Polska Agencja Prasowa w komunikacie z dnia 2 czerwca ogłosiła ze spokojem statystyka, że, cytuję: “węgiel odchodzi do lamusa”. Na dowód czego przytoczono informację, że w roku 2025 udział węgla w produkcji energii elektrycznej spadł w stosunku do roku ubiegłego o 3 procent - do 52,2 procent, natomiast udział tzw. źródeł odnawialnych wzrósł w stosunku do roku ubiegłego o 0,7 procenta i wyniosł 31,4 procent. Z powyższego komunikatu entuzjaści przyspieszenia transformacji energetycznej w Polsce wnoszą, że sprawy idą w dobrym kierunku, aczkolwiek ich zdaniem zbyt powoli. Moim zdaniem, jest to tendencja niepokojąca z następujących powodów. Warto wiedzieć, że na węgle użyteczne w energetyce, czyli te z których jest prąd i ciepło, składają się w Polsce aktualnie węgle kamienne energetyczne wydobywane na Śląsku i Lubelszczyźnie oraz węgle brunatne wydobywane w rejonie Bełchatowa i Turoszowie. Należy przypomnieć, że węgla energetycznego prawie nie wydobywa Jastrzębska Spółka Węglowa S.A., bowiem wydobywa całkowicie bezużyteczny energetycznie węgiel koksowy, z którego produkuje koks lub eksportuje go zagranicę. Tyle statystyki. Teraz trochę przewidywań, lecz nie domniemanych, ale realnych. A więc w roku 2036 całkowicie zakończy wydobycie największa w Polsce kopalnia węgla brunatnego „Bełchatów” i tym samym zakończy się tam produkcja energii elektrycznej, która dostarczała do polskiego systemu energetycznego ponad 13% energii. Do tego czasu oczywiście nie zostanie uruchomiony substytut energetyczny w energetyce jądrowej. Węgiel brunatny zniknie z polskiego systemu energetycznego w roku 2044 za sprawą zakończenia wydobycia w kopalni “Turów”, unieruchamiając tym samym Elektrownię “Turoszów”, z której pochodzi kolejne 8 procent energii zasilającej krajowy bilans energii. Oczywiście wtedy zapewne nadal nie będzie substytutu energetycznego w postaci elektrowni jądrowej. Zatem wypadnie ponad 21 procent podaży produkcji energii bez realnej alternatywy energetycznej. Dlaczego bez realnej, ponieważ energetyki jądrowej, jak napisałem, jeszcze nie będzie, a ekspansywnie się rozwijająca, pomimo niemal całkowitego uzależnienia od niestabilnego politycznie i militarnie importu, energetyka gazowa, co najwyżej zastąpi redukowane zdolności produkcyjne energetyki opartej na węglu kamiennym. Węgiel kamienny wydobywany w Polsce zniknie z krajowego systemu elektroenergetycznego za sprawą “Umowy Społecznej” z roku 2021 - w roku 2049. Ale do tego czasu obecna podaż węgla energetycznego ledwo przekraczająca 31 milionów to na rok, będzie malała za sprawą likwidacji kopalń o około 2-3 milionów ton co roku. Powstający deficyt węgla kamiennego w Polsce zastępowany będzie rosnącym importem węgla do Polski, który już w roku 2026 wyniesie około 8 milionów ton, czyli wydobycie trzech solidnych kopalń na Śląsku, lub całej Kopalni „Bogdanka” na Lubelszczyźnie. Analizując ubytek zdolności produkcyjnych w elektrowniach węglowych, przewidywać można, że po roku 2036 import węgla kamiennego do Polski wzrośnie do ponad 20 milionów ton na rok. Aż dziw bierze, że jedyny w polskiej gospodarce program likwidacji kopalń dotyczy wyłącznie kopalń węgla energetycznego, a zupełnie nie obejmuje bezużytecznego energetycznie węgla koksowego, co dobrze rokuje wyłącznie dla ewentualnych potrzeb hutnictwa, oczywiście przy sarkastycznie dramatycznym założeniu, że będą wojny, do których potrzebna jest stal na naboje, rakiety i wszelkie mobile pancerne. Niemniej przygotować się warto na wojnę „po ciemku” i w „kufajkach”, bo energii zabraknie. Po takiej konstatacji warto wrócić do początku tekstu i udziału energii odnawialnej w krajowym bilansie mocy zainstalowanej. Otóż udział ten, liczony zdolnością do wytworzenia energii, już nie będzie rósł, bowiem już dziś stanowi ponad 50 procent potencjalnej podaży energii, ale liczonej w skali roku, a nie w poszczególnych miesiącach. Tu realia są bezlitosne i wynikają z efektywności energetycznej wiatru i słońca, która w czterech miesiącach roku może wynosić ponad 50 procent zapotrzebowania na energię, ale w pozostałych ośmiu nie jest w stanie zasilić krajowego systemu elektroenergetycznego większą podażą jak 7-9 procent na dobę. Zatem skąd reszta? Na to pytanie w gospodarce ma odpowiedzieć podstawowy dokument planistyczny, jakim jest „Polityka Energetyczna Kraju”, oczywiście przy założeniu że jest, ale go nie ma. I to od kilkunastu lat. I co pewne, nie powstanie w roku przedwyborczym, bo wszyscy politycy przed wyborami mają w głowie problem reelekcji, a nie dostatku energetycznego gospodarki i społeczeństwa. Tenże dostatek na pewno nie załamie się w ciągu roku lub dwóch, a potem to już będzie zmartwienie następców.
Obserwacja rzeczywistości w polskiej gospodarce prowadzi do dwóch konstatacji. Pierwsza to ta, że prawie wszystkie opcje polityczne jednakowo nienawidzą górnictwa, surowców energetycznych, a zwłaszcza węgli. Druga to ta, że jest to wręcz cywilizacyjny parametr naszej współczesności, którym tak na poważnie nikt się nie zajmuje i co gorsza nawet nie zamierza tego robić. A kilka osób w kraju, które o tym mówią i piszą, pozostaje na marginesie życia publicznego, co może dla nas wygodne, ale też irytujące.
Tymczasem w świecie bliższym i dalszym, niemal wszystkie wojny toczą się o dostęp do surowców energetycznych, tych samych które w naszym kraju są likwidowane w błogim komforcie zielonej demagogii, którą realnie kompromitują w Azji, a zwłaszcza za sprawą Prezydenta Trumpa w USA.