Krzyże poza cmentarzami

źródło: portal gospodarka i ludzie

i świeże kwiaty po latach. Jerzy Markowski o górniczej pamięci na Śląsku
– Mamy rok 2026, a na zbiorowej mogile z 1951 roku wciąż leżą świeże kwiaty. Pamięć o tych ludziach po prostu nie umiera – mówi były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski
Jakie są Pana szczególne wspomnienia i miejsca związane z górnictwem, które zawsze Pan odwiedza na Wszystkich Świętych i w Zaduszki?
Moje rodzinne groby znajdują się na Śląsku, a tutaj, jak wiadomo, niezwykle łatwo natknąć się na miejsca pamięci o ofiarach katastrof górniczych.
Co roku jestem w Bytomiu-Łagiewnikach na grobie mojej babci. Tuż obok znajduje się zbiorowa mogiła górników, którzy zginęli w 1951 roku w potężnym pożarze w kopalni „Łagiewniki”. Kolejnym takim miejscem jest Godula w Rudzie Śląskiej – tam, obok grobu mojego dziadka Filipa Markowskiego, również znajduje się zbiorowa mogiła ofiar z kopalni „Wawel”.
Z kolei moi rodzice spoczywają w Zabrzu. Choć na tym cmentarzu nie ma zbiorowego miejsca pamięci ofiar katastrofy, to po sąsiedzku znajduje się grób Wincentego Pstrowskiego. Niezależnie od tego, co mówi się dziś o nim samym czy o czasach, w których był popularny, przy jego grobie wciąż gromadzi się bardzo wiele osób i palą się znicze. Kiedyś byłem świadkiem, jak turystka z Niemiec tłumaczyła swojemu partnerowi: „To był pierwszy polski Schnellarbeiter”. To pokazuje, że to miejsce wciąż przyciąga uwagę.
Ale śląska, górnicza tradycja pamięci sięga też poza cmentarze.
Zgadza się, warto pamiętać o tym, że krzyże stoją także poza cmentarzami. Znajdują się w miejscach na powierzchni, pod którymi – głęboko pod ziemią – zostali ci, których po katastrofie nie dało się wydobyć. To również są wyjątkowe górnicze miejsca pamięci.
Zgodzi się pan z tezą, że śląska pamięć o tragediach górniczych jest kultywowana nie tylko w Zaduszki, ale towarzyszy mieszkańcom regionu w zasadzie na co dzień, stale?
Tak, te katastrofy zostają w nas na zawsze. Wrastają niemalże w mentalność i lokalną pamięć, zwłaszcza w tradycyjnych osiedlach górniczych, gdzie wszyscy się znają.
Pozwolę sobie wrócę do wspomnianych przeze mnie Łagiewnik: katastrofa miała miejsce w 1951 roku. Mamy rok 2026, a na tej zbiorowej mogile wciąż leżą świeże kwiaty. Pamięć o tych ludziach po prostu nie umiera.