Jerzy Markowski
MOIM ZDANIEM
NEVER ENDING STORY -
1. Jest w naszym życiu legislacyjnym kilka tematów, które nie mogą doczekać się rozstrzygnięcia ustawowego, mimo że trwają latami. Spośród dwóch najczęściej wznoszonych, czyli tematu aborcji i tematu języka śląskiego, spróbuję odnieść się do tego, o którym wiem więcej, czyli do języka śląskiego, mimo że jest dużo bardziej bagatelny niż ten pierwszy - temat aborcji, czyli de facto praw kobiet. Moja legitymacja do wypowiadania się na ten temat jest legitymacją genealogiczną. Urodziłem się w Zabrzu, czyli na Śląsku. Rodzice byli Ślązakami z opolszczyzny mieszkającymi w Rudzie Śląskiej. Należę do grona 596.2 tysięcy osób, które zadeklarowały narodowość polską i śląską. Gdybym wypełniał ankietę podczas spisu powszechnego nie w roku 2021, kiedy to był ostatni spis, ale 60 lat wcześniej, kiedy takich pytań w spisie nie było, należałbym do grona tych spośród ankietowanych, a jest ich 467.1 tysięcy, którzy potwierdzają używanie języka śląskiego w kontaktach domowych. Już refleksja nad tymi dwoma liczbami, czyli 596.2 tysięcy zadeklarowanych wpół lub wyłącznie Ślązaków i 467.1 tysięcy używających języka śląskiego w domu dowodzi, że i bez ustawy ten język istnieje, i moim zdaniem ma się całkiem dobrze. Zatem o co chodzi w tym sporze nad uznaniem języka śląskiego za język regionalny. Mam wrażenie, że najbardziej chodzi o to, aby się zwyczajnie, tradycyjnie, po polsku, spierać! Nie wdaję się w rozważania lingwistyczne, bo na tym się po prostu nie znam, ale skoro za tym są autorytety tej miary co były rektor Uniwersytetu Śląskiego prof. Tadeusz Sławek, czy wybitna językoznawczyni prof. Jolanta Tambor - to mnie wystarcza. Mam w pamięci niekończące się opowiadania o i w języku śląskim jakie toczyłem z Kazimierzem Kutzem, Kamilem Durczokiem czy Arcybiskupem Alfonsem Nossolem. My nie szukaliśmy uzasadnienia prawnego do posługiwania się językiem śląskim, bo to jest nasz język, nawet jak nikt go prawnie nie zakwalifikował, czy jak się uczenie określa, nie skodyfikował. Ta nieszczęsna ustawa jest moim zdaniem tylko po to, aby tak jak mają to prawo w Polsce Niemcy, zapisywać na tablicach nazwy w języku polskim i śląskim. Widzę takie napisy w Czechach, gdzie jest napisane po polsku i po czesku, widzę w Niemczech, gdzie jest napisane po niemiecku i po łużycku, widzę w Niemczech, gdzie na autostradzie jest napisane Wrocław i Breslau, aczkolwiek z innego powodu, chyba nieodległego od tego w USA i nikogo to nie obraża. Nie spotkałem też nigdy Niemca, którego by gorszyła polska nazwa Akwizgran, niemieckiego Aachen. Oni po prostu nie chcą się o to kłócić, bo to niczemu nie zagraża. Po 12 latach funkcjonowania w stolicy wiem, jaka jest otwarta nieufność narodowościowa wobec nas Ślązaków. Stale gdzieś z tyłu głowy mają tendencje autonomiczne, a nawet separatyzm państwowy, czego koronnym dowodem jest określenie Premiera Jarosława Kaczyńskiego “ukryta opcja niemiecka”. Miałem przed laty zaszczyt i okazję rozmawiać o Śląsku, a zwłaszcza o górniczych obyczajach, z Prezydentową Marią Kaczyńską - nie było tam cienia nieufności wobec nas, wręcz podziw dla kultywowania cech i tradycji. Zatem, fajnie że po stronie języka regionalnego dołączyli do posłanki Moniki Rosy i senatorki Haliny Biedy z Koalicji Obywatelskiej posłowie Bolesław Piecha i Marek Wesoły z Prawa i Sprawiedliwości, mimo że ich partyjny kolega poseł Woś z Raciborza uznał śląskość za wartość zanikającą!
Dziś są takie czasy i warunki, że posługiwanie się głównym językiem ojczystym jest często bezużyteczne, czego z przymusu doświadczam osobiście, ale to nie znaczy, że gdzieś tam w świecie uważali by mnie za Anglika, Niemca czy Rosjanina. Zatem zostawmy sobie to upodobanie do śląskiej godki tam, gdzie to uchodzi. Często na meczu mojego “Górnika”, gdzie po każdej zdobytej bramce “jadymy durś”, często w regionalnej restauracji, gdzie nie zamawiam zrazów zawijanych z kopytkami, tylko roladę z kluskami - i dostaję to, co zamawiam.
Zatem Panie Prezydencie Nawrocki, proszę przerwać ten ciągnący się od 2007 roku spór legislacyjny i podpisać tą ustawę, nie dlatego że jestem do niej absolutnie przekonany, ale dość mam już jako Ślązak sporów toczonych przez polityków o lojalność narodowościową wnuków i wnuczek Powstańców Śląskich i potomków przymusowo wcielanych do Wehrmachtu, czy wywożonych do Donbasu górników, czy wysyłanych na roboty do Rzeszy zwłaszcza młodych Ślązaczek. Podpis Pana Prezydenta zakończy jedynie polityczne fajerwerki, natomiast w niczym nie skomplikuje politycznej rzeczywistości naszego kraju, bo my i tak bydymy godać, a najchętniej wtedy, kiedy nam tego ustawowo zabronicie. Zaś młode pokolenia Ślązaków lepiej czują swą narodową przynależność do Polski niż “uczeni” politycy, dlatego też z mądrości życiowej będą coraz lepiej posługiwali się np. angielskim i z szacunku dla przodków “poradzom coś pedzieć po śląsku”.