źródło: portal gospodarka i ludzie
wypowiadają się ludzie, którzy kopalnie widzieli w internecie
Miniony tydzień upłynął pod znakiem wielu wydarzeń z górnictwem w tle. Najważniejszym były podobno Targi Future Mining w katowickim Centrum Kongresowym. I właściwie na tym można skończyć. Z ciekawości pojechałem, choć byłem pełen obaw, jak tam będzie przy obecnej mizerii górnictwa węglowego. I cóż, organizacja sprawna, bardzo profesjonalna. Wśród zwiedzających spotkałem wielu znajomych, którzy byli jednak zawiedzeni niewielką ekspozycją z udziałem niewielu firm. Podobnie jak mnie, wielu znajomym impreza kojarzyła się w części ekspozycyjnej ze stypą…
Od kilku lat, nie tylko na targach górniczych, modne stały się towarzyszące sympozja, konferencje i panele dyskusyjne. Brałem udział w wielu wystawach czy targach górniczych w Polsce i wielu innych krajach. Zawsze zaczynało się od wystąpień tak zwanych oficjeli, czyli przedstawicieli różnych władz czy ważnych firm, a potem były już merytoryczne sesje, na które chodziłem z dużym zainteresowaniem. Mam jednak wrażenie, że u nas, nie tylko ostatnio w Katowicach, w panelach występują często ludzie, którzy znają się na wszystkim. A tak naprawdę powtarzają komunały, które merytorycznie nie wnoszą nic.
Jeden z moich kolegów przysłuchujący się wystąpieniom zauważył, że w tematach dotyczących górnictwa, surowców krytycznych w obecnej sytuacji geopolitycznej zbyt często wypowiadają się ludzie, którzy kopalnie czy w ogóle przemysł widzieli z bardzo daleka lub tylko w internecie. Coraz częściej spotykamy takie „autorytety” niestety, i to nie tylko w górnictwie, ale w każdej innej dziedzinie. Mamy ten tak zwany event za sobą. A małą ilość wystawców wyjaśnił mi jeden z niedoszłych wystawców – stawki za wynajęcie stanowiska ekspozycyjnego były bardzo wysokie, a w górniczym biznesie węglowym i jego otoczeniu trudno mówić o nadmiarze gotówki. Dlatego wolałem pojechać także gdzie indziej.
Blask Salamandry
Byłem, jak czynię od kilku lat, na Dniach Salamandry w Bańskiej Szczawnicy na Słowacji, czyli święcie górników, geologów, hutników i nafciarzy. Pragmatycznie połączono święto tych kilku branż, bo zawody te rozwinęły się z jednego, górniczego pnia. Złoto i srebro w okolicach Bańskiej Szczawnicy wydobywano już około tysiąca lat temu i ówcześni górnicy uważali, że tam, gdzie można spotkać salamandry, są też żyły tych kruszców. Czcili i nadal czczą te płazy. Samodzielną państwowość Słowacy uzyskali dopiero w ubiegłym stuleciu, a wcześniej skarby Ziemi budowały bogactwo Węgier, potem Austrii, a potem znów Węgier w ramach monarchii Habsburgów. Potrzeba było fachowców, których najpierw sprowadzano z rodzinami z niemieckich (choć Niemiec wtedy nie było) Gór Harzu. W połowie osiemnastego wieku potrzeba posiadania szkoły wyższej dla, nie tylko miejscowego, górnictwa sprawiła, że powstała tu jedna z pierwszych na naszym kontynencie uczelni górniczych, czyli Akademia Górniczo-Leśna. Jednak sto lat później, po odzyskaniu autonomii przez Węgry, akademię w zasadzie zlikwidowano, aby nie stanowiła konkurencji dla takiej samej uczelni węgierskiej. Tradycja jednak została…
Obchody święta są okazałe, bo trwają trzy dni. Pierwszy to biesiada w stylu znanej nam karczmy piwnej, choć w mniej swawolnej formie. Jest znany nam „skok przez skórę”, choć bardziej jako wyróżnienie dla ważnych postaci niż przyjęcie młodych adeptów do górniczego stanu. Kolejny dzień to najpierw oficjalne uroczystości w kościele pw. Świętej Barbary. Świeckie, przed zasłoniętym ołtarzem. Tegorocznym wydarzeniem był koncert Orkiestry Kopalni Soli Wieliczka, który spotkał się z owacjami publiczności. Tego samego dnia wieczorem tradycyjny Pochód Salamandry, czyli przemarsz pochodu górników, hutników, geologów i nafciarzy oraz studentów tych specjalności. W pochodzie od lat górnicy i hutnicy krajów dawnej monarchii Habsburgów – byli Słowacy, Czesi, Węgrzy, Austriacy i liczna grupa nas, Polaków. Znów towarzyszyli nam muzycy z Wieliczki, wzbudzając entuzjazm licznie zgromadzonej na trasie pochodu publiczności. Jak zawsze po bratersku, przyjaźnie, z uśmiechem i często z piosenką. Cały dzień padał rzęsisty deszcz, ale na czas pochodu zrobiło się pogodnie. Korowód zamykali liczni przebierańcy w strojach z różnych epok i krajów. Fajnie było…